Okularnica i jej lek wysokości cz. I

Skąd ten tytuł? Ponieważ będzie to pierwszy wpis z tego cyklu.
Dlaczego? Bo moj lek wysokości wystawiam na próbę kiedy tylko mam okazje.
Po co? Dla satysfakcji, ze tym razem udało mi sie zrobić krok dalej w celu walki ze strachem.

M. doskonale zdaje sobie sprawę, ze boje sie wysokości, a ten strach moze mnie dosłownie sparaliżować! Jestem wtedy uparta jak osioł (delikatnie mówiąc). Współczuje tym, którzy są obok mnie w tym momencie, gdyż zdarza mi sie być nie miła. Mimo wszystko jednak zapisał nas na 2 godziny wspinaczki w nowootwartym obiekcie. Byłam podekscytowana i przerażona! Tylko dwie godziny… Ja nie dam rady?! Moj cykor moze sie schowac o! Takie miałam bojowe nastawienie.

Instruktor ‚opiekujacy’ sie nasza grupa

Punktualnie o 14:15 spotkaliśmy sie z naszym instruktorem, ktory pokazał nam gdzie znajdziemy obuwie i wyjaśnił jak mamy dobrać rozmiar. Tutaj zaczęły sie pierwsze schody.. Kazał nam wybrać buty o rozmiar większe, niż mamy normalnie. W moim przypadku jednak 1,5 rozmiaru tez nie załatwiało sprawy, a szuflady z rozmiarem 42 świeciły pustkami. Z uśmiechem na twarzy i w języku angielskim (to bardzo ważny punkt mojej wypowiedzi) pytam opiekuna naszej grupy co mam zrobić, gdyż stopy mnie bolą w momencie zapięcia butów. On długo nie myśląc: tak ma być! W jakim języku? Po duńsku! Nie to ze nie rozumiem tego języka, jednak moim skromnym zdaniem wypadałoby odpowiedzieć w języku zadanego pytania. Czepiam sie?

IMG_2573 IMG_2574

 

W każdym razie postanowiłam nie rozpamiętywać sytuacji i zobaczyć jak to sie rozwinie. Kolejne instrukcje po duńsku – moje umiejętności i tłumaczenie M. pozwoliły mi na udział w zajęciach. Krotki instruktaż i robta co chceta. Tzw. play and explore, a jak mnie potrzebujesz to zapytaj.

Cała grupa rozeszła sie i próbowała swoich sił na niższej ściance, a instruktor zniknął! Moze przerwa na toaletę czy coś, ale nie! Wrócił po prawie godzinie zebrał cześć grupy – nie wiem do końca jak, gdyż my ich zauważyliśmy jak już byli uzbrojeni w pasy i linki. On zaskoczony dał nam sprzęt i bez zbędnych wyjaśnień ruszył w stronę wysokich ścianek.

Moj cykor sie pokazał.

Cykor był ze mną na każdym kroku, teraz jednak nabrał siły.. Nasz kochany instruktor w kilku słowach wytłumaczył jak mamy sie wspinać i powiedział, ze mamy sie nie martwić on nas asekuruje.. Niby tak.. Ale! Ja facetowi nie ufałam!

Na pierwszy ogień poszła najmłodsza z naszej grupy i stanęła w połowie ścianki. Przestraszyła sie biedna, a ze instruktor zagapił sie na zegarek wiszący na ścianie obok to ona sobie tak wisiała.. Poprosiła grzecznie, ze chciałaby zejść a on na to, ze musi zrobić jeszcze jeden krok i bedzie mogła zejść.. Posłuchała.. Po czym bez żadnych wyjaśnień ‚pomogl’ jej zejść ze ścianki, jednak poobijała sie trochę – nie wiedząc jak wyglądają procedury dotyczące schodzenia. Skąd miała wiedzieć skoro on nam tego nie pokazał?! Sami widzicie, ze moj cykor miał racje podszeptujac mi: nie wchodź nie warto, nie ma co ufać temu facetowi.

IMG_2601

M. mnie jednak namówił.. Uprzedziłam instruktora, ze mam straszny lek wysokości i mogę mieć atak paniki! Powiedział, ze rozumie i kiedy tylko będę chciała mam mu powiedzieć, a on mi pomoże zejść ze ścianki. Postanowiłam zaryzykować, zaufać facetowi – przecież nikt mu nie dał papieru instruktora na piękne oczy.

Weszlam moze ma wysokość 2 metrów i cykor zaczął ma mnie wrzeszczeć! Wiedziałam, ze dalej nie pójdę.. Poprosiłam grzecznie o pomoc z zejściu na dół, jednak instruktor odmówił! Powiedział ze jeśli nie zrobię jeszcze kilku kroków w gore on mi nie pozwoli zejść.. Panika sięgnęła zeniku.. Poprosiłam grzecznie raz jeszcze.. On nadal sie upierał, żeby dalej weszła.. Wtedy nie wytrzymałam! Prawie krzyknęłam na niego, ze chce zejść! Kiedy już byłam na ziemi ręce trzęsły mi sie jak galareta..

M. podszedł od razu, przytulił mnie, upewnił sie, ze wszystko w porządku. Byłam z siebie dumna i przerażona zarazem. Wyszłam poza swoją safe zone, bo tam zaczyna sie życie i spełnianie marzeń!

Blocks and Walls

Doswiadczenie niesamowite! Muszę przyznać, ze nie była to ostatnia moja wizyta na tej ściance wspinaczkowej. Jedyne co bym zmieniła to instruktora! Nie pozwolę by jedna osoba popsuła mi zabawę i próbę walki z moim cykorem.

IMG_2583

 

 

Czego Wy sie boicie? Macie jakieś sposoby na walkę ze strachem? Moze jakieś doświadczenia, kiedy wyszliście ze swojej comfort zone i dokonaliście czegoś niesamowitego? Podzielcie sie ze mną swoimi doświadczeniami w tym temacie.

Continue Reading

Dbaj o plecy swe!

Bynajmniej nie mowię tutaj o tzw. plecach, które pomogą Ci w załatwieniu wielu spraw prywatnych i zawodowych. Mowię o tych zbudowanych z kości, mięśni i stawów. Plecach, które masz tylko jedne, ich dolegliwości mogą być bardzo denerwujące i zamienić Cię w ziejącego jadem człowieka.

Nie należę do osób, które z katarem lecą do lekarza, albo przy bólu gardła ogłaszam wszem i wobec, ze jestem obłożnie chora i trzeba sie mną zając. Powiedzmy sobie szczerze, ze w Danii z takimi dolegliwościami lekarze spojrzą na Ciebie z politowaniem i wyślą do domu w celu wylezenia paskudztwa. Kiedy jednak chodzi o kontuzje sportowe przychodzi taki moment, ze nawet z moja wiedza z tego zakresu, wiem kiedy potrzebuje pomocy specjalisty.

No dobra.. Przyznaje.. Ja bym jeszcze poczekała kilka dni, porozciągala sie czy coś.. Jednak M. po ostatnim weekendzie zadecydował za mnie. Wcale mu sie nie dziwie. Dlaczego?!

Kiedy poirytowana bólem pleców (nie odpuszczał skubany przez tydzień!) i dorzucając PMS zrobiłam awanturę o tzw. położenie widelca 5cm za bardzo w prawo, a ja chciałam żeby leżał po lewej… Kto normalny sie kłoci o taka pierdołę?! Mieszanka bólu i hormonów!

Jak już rozum mi wrócił i przeprosiłam za swą wybuchowość, M. z uśmiechem na ustach zakomunikował, ze zapisał mnie na masaż. Bo nawet ja tak szalona nie jestem, żeby sie kłócić o widelec i trzeba coś z tym zrobić czyt. naprawić mi plecy.

998427_642516259093216_922653081_n

Wczoraj wieczorem przyszła moja chwila prawdy – co mi w tych plecach siedzi. Z mojego opisu pan masażysta (bardzo przystojny zreszta) stwierdził, ze mam Lumbago. Kiedy jednak przeszliśmy do części praktycznej – musiałam wykonać kilkadziesiąt skłonów w przód i ból sie nie pojawił, muszę przyznać, ze oboje zdurnielismy! Przecież ból magicznie nie zniknął!

Okazało sie, ze Lumbago to tylko jeden z problemów moich pleców. Po co sie rozdrabniać?! Kolejne badania wykazały lekka opuchliznę dookoła kręgów lędźwiowych spowodowana napięciem mięśni i moim przyjacielem Lumbago. Leczenie? Stretching i masaż rozluźniający mięśnie. Brzmi łatwo i przyjemnie? Na cóż..

Moje mięśnie postanowiły sie tak spiąć i zestresować, ze zaserwowały mi 45min bolesnego masażu, w którym odkryłam wszystkie punkty spustowe na plecach i pośladkach, a masażysta stwierdził, ze jestem jego najtrudniejszym przypadkiem w tym tygodniu. Taki mnie zaszczyt spotkał!

Wyszlam o własnych siłach, jednak bardziej połamana niż przyszłam. Podobno tak ma być i za 2 dni o bólu zapomnę – jeśli sytuacja jest poważna i mam sie udać do lekarza (trzymajcie kciuki bo lekarzy to ja nie lubię..). Dziś czuje sie jakby mnie ktoś pobił, a moje plecy wyglądają jak po meczu paintballa. Nalezy jednak ufać specjalistom i z podniesionym czołem maszeruje do pracy mając nadzieje, ze Lumbago postanowiło mnie opuścić!

Ucząc sie ma moim przykładzie dbajcie o plecy swe! Nie ma sensu żyć w bólu i być wrednym, poirytowanym człowiekiem wyzywającym sie na niewinnych.

Miłego popołudnia!

Okularnica

Follow my blog with Bloglovin

 

 

 

Continue Reading

Moje dietetyczno-fitnesowe wyzwanie

W moim poprzednim wpisie ogłaszalam wszem i wobec, ze zabieram sie za metamorfozę z Chodakowska! Muszę jednak przyznać, iż nie do końca udało mi sie przestrzegać wszystkich warunków umowy.. Choroba nie pozwoliła mi na treningi w takiej ilości jak zaplanowałam, a Tłusty Czwartek z samodzielnie wysmazonymi faworkami i paczkami tylko utrudnił zadanie, jeśli chodzi o wstrzemięźliwość względem słodyczy.

12644835_1763734697190005_5299692747038792680_n

Przyszedł jednak czas – weekend po Tłustym Czwartku, kiedy to co roku z moja mama zaczynamy post. Ale nie taki o jakim myślicie! Nasz post polega na unikaniu słodyczy i omijaniu cukru przez kolejnych kilka tygodni (do Wielkanocy). Muszę przyznać, ze takie nasze wspólne     postanowienie i sprawdzanie rezultatów po ponad 40 dniach, jest dla mnie idealna motywacja! Choćby sie waliło, paliło, ktoś  miał urodziny, przyniósł moje ulubione słodycze – ja sie nie złamie i warunków postu dotrzymam. Jakbym mogła zrezygnować z tradycji, która zaczęłyśmy ponad 10 lat temu!

 

W tym roku postanowiłam jednak iść o krok dalej – wyeliminować cukier spożywany w jogurtach, niektórych owocach, bakaliach itp. Taki cukrowy detoks! Co Ty na to? Łatwo nie będzie, szczególnie przez kilka pierwszych dni wszelkiego rodzaju słodkości bedą do Ciebie krzyczały: ” Zjedz mnie! „. Jednak jeśli masz chwile zwątpienia zapraszam tutaj (na Facebooka i Instagram) po odrobine motywacji. Damy radę! Bo jak nie my to kto?

IMG_1978Jesli zdecydowaliście sie dołączyć do naszego postu, mam dla Was kilka dodatkowych informacji:

  1. Zrób sobie zdjęcie całej sylwetki (w celu porównania efektów za 4 tygodnie) i zmierz obwody: brzuch, biodra, talia.
  2. Uprawiaj dowolna aktywność fizyczna 3-4 razy w tygodniu – w zależności od stopnia zaawansowania i zainteresowań (rodzinny spacer tez sie liczy!)
  3. Nie jedz słodyczy – żadnego oszukiwania!
  4. Jedzenie typu fast food, napoje gazowane, dżemy także należy wyeliminować z jadłospisu.
  5. Ogranicz spożycie owoców, bakalii – dla mnie to będzie najtrudniejszy punkt do wykonania, dlatego tez postanowiłam, ze te produkty (jeśli już musza) bedą występować w moim jadłospisie w godzinach dopoludniowych (śniadanie, II śniadanie).
  6. Nie ma cheat day! To tylko 4 tygodnie, myśle ze damy radę bez oszukiwania.
  7. Jesli w Twoim jadłospisie królują jogurty – wybieraj te naturalne, muesli zastąp płatkami owsianymi, zmniejsz ilośc cukru używanego do gotowania.
  8. Jedz 4-5 posiłków dziennie i pij minimum 2 litry wody.

 

To by było ma tyle! 8 prostych zasad, które pomogą Ci w zrobieniu pierwszego kroku w drodze do wymarzonej sylwetki i zdrowego stylu życia. Możesz je powiesić w widocznym miejscu. Namów jednego ze swoich domowników, przyjaciół, kogoś z rodziny – jeśli będziecie  mieli towarzysza w tym wyzwaniu, będzie Wam zdecydowanie łatwiej sie zmotywować! Ja aktualnie staram sie namówić M. do udziału w poście – trzymajcie kciuki, żeby mi sie udało!

 

Jesli przeszła Ci przez myśl: dołącze od poniedziałku, przecież to jest ostatni weekend karnawału, moja ciocia ma urodziny, upiekłam pyszne ciasto, nadal mam czekoladę w szafce… Odrzuć ja! Przepędz cholerę! Zacznij już teraz! Zaraz! Po co czekać i odkładać drogę do dobrego samopoczucia? Dołącz do mnie i zacznij już dziś, a nie będziesz żałować! Kto wie moze po tych 4 tygodniach zmienisz swoje życie na zawsze.

IMG_2448

 

Milego weekendu!

 

Okularnica

 

Continue Reading

Metamorfoza z Chodakowska i Lewandowska podejście milion pierwsze..

Z aktywnością fizyczna jestem związana od zawsze! Jako dzieciak uczyłam sie pływać, a pózniej zakochałam sie w siatkówce – zbyt dużego wyboru nie miałam skoro moi rodzice także uprawiali ta dyscyplinę sportu. Treningi kilka razy w tygodniu, mecze w weekendy, jak jakiś wolny weekend to rolki albo łyżwy (w zależności od pory roku). Ukończyłam Akademie Wychowania Fizycznego i aktualnie pracuje jako nauczyciel – pani od fikołków. Jak sami widzicie sport i wszelkiego rodzaju aktywność fizyczna nie są mi straszne! Myśle, ze śmiało mogę powiedzieć ze pod tym katem prowadzę zdrowy tryb życia – nawet w bieganiu sie zakochałam!

 

Pewnie sie zastanawiacie, skąd pomysł na metamorfozę z Chodakowska i Lewandowska, skoro uprawiam aktywność fizyczna, wiec wszystko powinno być idealnie. Otóż! Wszystko byłoby ładnie, pięknie i idealnie gdybym jadła 5 zdrowych posiłków dziennie, unikała słodyczy itp. Już kilkakrotnie sie do tego zabierałam, drukowałam przykładowe jadlospisy od obu wcześniej wymienionych pan, wyznaczałem sobie cel, ale zawsze znajdowałam jakaś wymówkę! A to za dużo koktajli, przecież nie mam odpowiedniego sprzętu do ich wykonania, a to jakieś dziwne składniki potraw, których na pewno nie znajdę w Danii, a to jestem za bardzo zmęczona, żeby przygotować sobie posiłki na następny dzień, bla bla bla.
Niestety nie posiadam tez silnej woli jeśli chodzi o unikanie słodyczy – taka moja pieta Achillesa.. Sytuacji nie ułatwia fakt, ze M. jest czekoladowo-ciasteczkowym potworem, ktory nie wyobraża sobie śniadania bez kanapki z nutella..
Przyszedł jednak ten dzień, kiedy stwierdziłam, ze czas spełnić kolejne marzenie! Piękny brzuszek w wakacje a co! Zawsze chciałam, marzyłam,ale nigdy nie starczyło mi silnej woli, żeby obok ćwiczeń (które uwielbiam) trzymać także zdrowa dietę.

 

Akcja Nowa Okularnica rozpoczęła sie w poniedziałek i muszę powiedzieć nie jest zle! Uwierzcie bądź nie, ale udało mi sie przestrzegać planu posiłków zamieszczonego przez Ewę Chodakowska na Facebooku bez oszukiwania! Mówią, ze początki są trudne, ale jeśli mam być szczera, dla mnie najtrudniejszym momentem jest kiedy widzę pierwsze efekty i pozwalam sobie na małe oszukiwanie – przecież nikt nie zauważy, a ja przed chwila zrobiłam trening siłowy to mi sie należy. Teraz jednak postanowiłam ogłosić wszem i wobec jaki jest moj cel i prosić Was o pomoc! Bo przecież jak na forum publicznym powiem, ze do wakacji chciałabym w zdrowy sposób zmienić rozmiar ciuchów z 40 na 38 i zapracować na moj wymarzony kaloryfer to z tego zadania wycofać sie nie mogę! Także moi drodzy co 10 dni spodziewajcie sie raportu z mojej drogi do wymarzonej sylwetki, jakbym miała watpliwości,albo chwile zwątpienia możecie na mnie nakrzyczeć,bądź kopnąć mnie w moje 4 litery, żebym sie ogarnęła i kolejny cel osiągnęła. To co mogę na Was liczyć?
Idę wydrukować jadłospis na kolejny tydzień i powiesić go na lodowce!
Happy Friday!
P.S. Znalazłam kolejna motywacje! A raczej M. ja znalazł.. Szalony zapisał nas na jeden z biegów z przeszkodami, gdzie trzeba sie przeczołgać po błocie, podciągać na drążkach, przeskakiwać przez rowy z woda.. Chciałam chłopaka żołnierza to mam z całym pakietem jego szalonych pomysłów. Jak sami widzicie mniej kilogramów tłuszczu i więcej mięśni moze mi tylko pomoc.
Continue Reading

Moja motywacja do treningu o 6 rano

Jestem dokładnie takim samym człowiekiem jak Wy! Kiedy dzwoni budzik rano (szczególnie przed 5 rano!) mój leniwiec poczciwy cicho mi podpowiada, ze mogę sobie spokojnie pospać jeszcze godzinkę, ze na dworze jest ciemno, zimno, a łóżko takie ciepłe, ze do lata jeszcze mnóstwo czasu, trening nie ucieknie, mogę przecież pobiegać wieczorem – jednak po całym dniu w pracy zwyczajnie nie chce mi sie iść ma siłownie i zazwyczaj ładuje na kanapie w objęciach mojego mężczyzny (ktory swój trening już zrobił – kiedy ja uczyłam dzieci).

 

Mimo szeptów tego złośliwca dwa razy w tygodniu udaje mi sie wygrzebać z cieplej pościeli, założyć sportowe ciuchy i pójść na siłownie – trening wtedy wyglada tak samo 20-25min biegu + ABS. Wszystko zajmuje mi ok. 40 minut, pózniej prysznic i śniadanko w drodze do pracy. Zastanawiacie sie pewnie jaka mam superpower, która pomaga mi na wygrana z leniwcem o 5 rano. Odpowiedz jest banalna! Po takim treningu mam mnóstwo energii i uśmiech na twarzy przez cały dzień! Nie jest mi straszne kilka godzin w roli nauczyciela, a wizja miłego wieczoru z M. bez wyrzutów sumienia (bo byłam zbyt zmęczona, żeby trenować po pracy) jest dodatkowa motywacja do wczesnej pobudki.

 

Jeśli taka motywacja Wam nie wystarczy mam jeszcze jeden dobry argument za treningiem cardio przed śniadaniem – przyspiesza on przemianę materii i jest idealny w drodze do wymarzonej sylwetki! To co przekonałam Was?
Continue Reading

Ocena książki po okładce…

Czy oceniacie książkę po okładce? Dosłownie i w przenośni?

Jeśli chodzi o dosłowność tego stwierdzenia to przyznam sie szczerze, ze pierwsza rzeczą, która mnie intryguje przed przeczytaniem książki jest właśnie okładka i tytuł, a pózniej krotki opis.

A jak jest w przenośni? Czy oceniamy ludzi po tym jak wyglądają i zanim sie jeszcze do nas odezwa już  ich akceptujemy, albo skreślamy?

 

Do przemysleń na ten temat skłoniła mnie rozmowa z A., opisała ona kilka sytuacji z którymi sie spotkała podczas swojego pobytu w Danii. Zanim jednak wprowadzę Was w szczegóły, musicie poznać kilka faktów na jej temat.
A. urodziła sie w DK, ale całe swoje życie spędziła w USA, tutejszym (duńskim) językiem sie nie posługuje, ale jej angielski jak możecie sie domyślać, jest po prostu amerykański. Jednak trochę egzotyczna uroda – ciemne włosy, karnacja i oprawa oczu – stanowią problem dla rdzennych Duńczyków.
Nie wiem czym jest to spowodowane, pewnie stereotypy maja ogromne znaczenie, a moze duża ilośc imigrantów?
Byłam trochę zdziwiona, kiedy A. powiedziała mi jak jest traktowana na tzw. pierwszy rzut oka, ponieważ nigdy sie tutaj z podobnymi sytuacjami nie spotkałam (moze kolor włosów – bardziej skandynawski – ma tutaj znaczenie). I faktycznie, kiedy weszłyśmy do jednej z kawiarni kelnerka dość dziwnie patrzyła sie na moja koleżankę i z lekka nieufnością zapytała co podać.. Zmieniła swoje podejście w tej samej sekundzie, kiedy A. odpowiedziała jej płynnym angielskim, który sam z siebie tłumaczy z jakiego kraju przyjechała. Kelnerka z nieufnej i patrzącej na każdy ruch, stała sie uśmiechnięta i bardzo pomocna.

Po tym epizodzie zaczęłam sie zastanawiać nad znaczeniem pierwszego wrażenia i wyglądu w relacjach międzyludzkich. I niestety muszę przyznać, ze jest to dość ważne – nie tylko faceci są wzrokowcami. Nie mowię tutaj o dyskryminacji, za to jak ktoś wyglada – chociaż czasami zastanawiam sie nad założeniem fundacji ‚Podaruj ludziom lustro’ – ale każdy z nas w jakimś stopniu zwraca na to uwagę.

 

Jakie jest Wasze zdanie? Spotkaliście sie kiedyś z podobnymi sytuacjami? Oceniacie książkę po okładce?
Bo ja szczerze mówiąc sama już nie wiem.
Continue Reading

Kiedy Polka ma chłopaka Duńczyka, czyli o różnicach kulturowych w związku – Sylwester

Jak wyglada witanie Nowego Roku w Polsce wszyscy wiecie. Zależy to od towarzystwa, możliwości czasowych i finansowych, miejscówki, chęci itp. Jak sami wiecie nie mamy w naszym kraju jakiś specjalnych tradycji przestrzeganych przez większość. Chyba jedyna, która przychodzi mi na myśl jest lampka szampana o północy i oglądanie fajerwerków.

W moim aktualnym kraju zamieszkania słowo tradycja nabiera nowego wymiaru! Nawet witanie Nowego Roku ma swoje niezmienne rytuały królujące w każdym duńskim domu i przestrzegane przez wszystkich Duńczyków bez względu ma wiek.

 

Bardzo ważnym punktem wieczoru jest przemówienie królowej, które od dobrych kilkudziesięciu lat jest transmitowane na żywo w publicznej telewizji o 18:00. Trwa ono 15-20min, jednak przez ten czas 95% społeczeństwa przerywa swoje zajęcia i siedzi przed telewizorem. Nie ważne co by sie działo, kazdy planuje swój wieczór, aby w tym określonym momencie moc wysłuchać słów głowy państwa.
Jeśli chodzi o kolacje pozostaje ona sprawa umowna, jednak w większości domów jest serwowana najlepszej jakości wołowina z tłuczonymi ziemniakami i sosem. Możecie sobie pomysleć, ze nic specjalnego, jednak tradycyjni Duńczycy są bardzo przywiązani do tego dania. Potwierdzeniem tej teorii są ceny produktów spożywczych zazwyczaj używanych do gotowania takowego posiłku – te same produkty kupowane na kilka dni przed 31 grudnia są dwukrotnie wyższe niż w normalny dzień.

Kolejnym punktem programu jest krótkometrażowy film oglądany na kilkanaście minut przed zmiana daty – Dinner for One . Nie mam zielonego pojęcia skąd sie wzięła ta tradycja, jednak filmik serwuje kilka minut śmiechu i wkroczenie w Nowy Rok z dobrym humorem.

 

Powyższy punkt moze ulec maleńkiej zmiany jeśli mieszasz w większym mieście. Dlaczego? Otóż w miastach takich jak Kopenhaga jest kilka miejsc gdzie około północy pojawiają sie ludzie uzbrojeni w butelki szampana, żeby powitać Nowy Rok wsród znajomych i nieznajomych, podziwiać przepiękne fajerwerki i ruszyć w miasto! Tak w miasto, bo tutaj moi drodzy dyskoteki i bary są otwarte. Kazdy moze dołączyć na sylwestrowa imprezę jak w kazdy normalny dzień.
Ostatnim – chyba najważniejszym dla mojego chłopaka – punktem w podróży po sylwestrowych tradycjach w Danii jest deser! Taki mój własny ciasteczkowy potwór. Kazdy w Danii zna smak tego marcepanowego ciasteczka i delektuje sie nim w ten niezwykły wieczór.
Ma nadzieje, ze witaliscie Nowy Rok w towarzystwie waszych najbliższych, bo nie ważne jest gdzie byliście ważne z kim!
Szczęśliwego Nowego 2016 Roku życzy Wam Okularnica!
Continue Reading

Postanowienia Noworoczne, a moze coś innego?

Wraz z Nowym Rokiem większość z nas coś sobie postanawia, coś zapisuje, coś planuje, wyznacza cele
do realizacji w kolejnym roku.. Zazwyczaj chodzi tutaj o nasz wygląd, pracę, dietę… Jednak jakby się dobrze przyjrzeć tym naszym postanowieniom noworocznym i ich realizacji musimy przyznać, że nie odnosimy na tym polu sukcesów… A gdyby tak to zmienić?!

Ja znalazłam sposób na zmianę „Listy postanowień noworocznych” (której nigdy nie udało mi
się w 100% zrealizować) na „My wish list” czyli co chciałabym zrobić, co chciałabym mieć – nie tylko w nadchodzącym roku.
Taką wish list stworzyłam już jakiś czas temu – kiedy to na mojej lodówce wylądowały wypunktowane moje cele do realizacji. Muszę przyznać, że zabawa niesamowita przy tworzeniu, a jeszcze większa przy jej realizacji! Punkt po punkcie udaje mi się odhaczać to co kiedyś sobie wymyśliłam. Ba! Postanowiłam pójść o krok dalej i założyć sobie album pamiątkowy z dokumentacją zdjęciową moich
osiągnięć.
Jeśli więc macie chwilę, weźcie kartkę, długopis i zajrzyjcie w głąb swojego serducha. Co tam widzicie?! Wycieczkę dookoła świata?! Pływanie z delfinami?! Tatuaż?! Randka z księciem z bajki?!Napiszcie! Jakiekolwiek pomysły macie w głowie przelejcie je na papier! Mogą być szalone, niepewne do realizacji, odważne, bądź związane z codziennością! Nie wyznaczajcie sobie daty realizacji, nie zamykajcie owej listy, dopisujcie kolejny punkt jak tylko przyjdzie Wam coś do głowy, a zobaczycie, że pewnego dnia jak znajdziecie ową wish list stwierdzicie z uśmiechem na twarzy, że wszystko udało Wam się zrealizować.

Wystarczy uwierzyć i żyć swoimi marzeniami! Nie wierzycie?! Ja też kiedyś miałam wątpliwości, jednak teraz kiedy patrzę na wiszącą na lodówce kartkę widzę, że dążymy do realizacji naszych marzeń, mimo że czasami nie zdajemy sobie z tego sprawy.

 

Jeśli jesteście ciekawi jak powstała moja pierwsza Lista Marzeń i Życzeń, zamieszczam artykuł, ktory został napisany bardzo dawno temu – mimo mijającego czasu nadal jest on dla mnie inspiracja i motywacja do realizacji planów, marzeń i bycia szczęśliwa.
Parę dni temu podczas sprzątania mojego małego M4 (pewnie jakby pogoda była bardziej przyjazna to znalazłabym ciekawszą wymówkę żeby się tylko nie uczyć) odkopałam jakieś stare kolorowe gazety. Długo nie myśląc zaczęłam je przeglądać i segregować na te które warto zachować oraz na te które nadają się do wyrzucenia. Sprawa idealna, przecież muszę zrobić miejsce na nową dostawę plotek i ploteczek z pierwszych stron polskich czasopism, która nadejdzie niedługo – dziękuję mamo!
 
Skutecznie wymigując się od nauki słówek natknęłam się na artykuł pt. „75 rzeczy, które musisz zrobić przed śmiercią”. Pod tym zachęcającym nagłówkiem znajdowała się lista marzeń małych i dużych, tych codziennych jak i całkiem szalonych. Pomysł skoku na bungee jakoś specjalnie do mnie nie przemawiał, ale chwyciłam najbliższą kartkę i długopis (leżały niedaleko gotowe na mój maraton z uzupełnianiem testów gramatycznych w roli głównej). Zaczęłam tworzyć swoją własną listę rzeczy, które chciałabym zrobić oraz miejsc, które chciałabym zobaczyć. Zajęcie trochę czasochłonne ale przynoszące wielką frajdę.
Zanim się obejrzałam minęła ponad godzina, ale dumna ze swojej inwencji twórczej powiesiłam moje dzieło na lodówce i postanowiłam, że od dziś zacznę pracować nad spełnianiem marzeń. Zadziwiające jest, że robienie takiej listy uświadomiło mi, że podążanie za marzeniami to jest właśnie klucz do urozmaicenia rutyny dnia codziennego oraz że marzenia się spełniają! Wystarczy odrobina wiary we własne możliwości.
 
Jeśli macie teraz chwilę czasu proponuję żebyście wzięli kawałek kartki i coś do pisania oraz zapisali co chcielibyście zrobić, gdzie pojechać, co zobaczyć, czego się nauczyć itd. Stwórzcie swoją własną listę marzeń i życzeń. Nie musi być długa, ale wykażcie się wyobraźnią – tylko błagam nie róbcie z tego kolejnych haseł typu „Moje postanowienia noworoczne” bo wtedy się to może nie udać.
 
Celowo nie podałam tytułu gazety, w której był artykuł (choć pewnie Ci bardziej dociekliwi i tak będą go szukać w internecie i nie tylko). Nie chcę żebyście szukali inspiracji w szablonach, w tym co jest popularne. Lista może być krótka, w każdej chwili możecie coś wykreślić, odhaczyć, dopisać; możecie ją schować do szuflady albo powiesić w widocznym miejscu. Ma ona być pierwszym krokiem do realizacji marzeń – WASZYCH MARZEŃ.
Jak Paulo Coelho napisał: ” To możliwość spełniania marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące”.
 
Wracam do nauki a Wam życzę powodzenia i dobrej zabawy! NIE BÓJCIE SIĘ MARZYĆ!
 
P.S. Kolejnym punktem do realizacji w najbliższej przyszłości jest powieszenie ogromnej mapy świata na ścianie i zaznaczaniu miejsc w których
byłam oraz tych które chciałabym odwiedzić. Nie szukajcie więcej wymówek tylko
zabierajcie się do realizacji swoich celów! 🙂
Miłego wieczoru!
Continue Reading

Święta z polsko – duńska tradycja w tle

Święta to czas spędzony z najbliższymi, czas spokoju, radości, miłości, czyli samych pozytywnych emocji. Czasami jednak dla emigrantów, których partnerami życiowymi są osoby z innych krajow niz pochodza, wszelkiego rodzaju święta spędzane są z mieszanymi uczuciami – przynajmniej do czasu kiedy związek zostanie zalegalizowany, bądź obie rodziny podejmą wyzwanie jakim jest wspólne spędzanie świat i połączenie tradycji (co czasami moze okazać sie wyzwaniem większym niż bariera językowa).

W tym roku były to już piąte z kolei święta, kiedy chciałam przemycić odrobine duńskiej tradycji w moim domu rodzinnym. Nie są to jakieś duże zmiany, które kazdy moze zauważyć ma pierwszy rzut oka, jednak małe kroczki przypominające mi gdzie teraz jest mój dom.

 

Od samego początku mojej emigracji tradycyjny duński swiąteczny deser – ris a la mande wraz z tradycja z nim związana serwowany jest u nas w pierwszy dzień świat. Nikt nie chce rezygnować z polskiej tradycji Wigilijnej na rzecz przepysznego ryżowego puddingu. Jest pyszny, jednak nasze 12 potraw i niezastąpiony smak makowca wygrywają ta rywalizacje w przedbiegach. Nie rezygnując z przyjemności zastosowaliśmy kompromis – 25 grudnia na naszym polskim stole króluje duński deser.

 

W tym roku rozpoczęłam także tradycje związana z kalendarzem adwentowym wykonywanym samodzielnie i ofiarowanym najbliższym – zabawa niesamowita,a zaskoczenie i radość osoby otrzymującej gwarantowana. Żałuje tylko, ze nie widziałam miny mojego brata, kiedy otworzył paczke z pierwsza pula prezentowa – z tego co mówili rodzice widok bezcenny!

 

Na naszej choince także znalazły sie malutkie elementy tradycyjne dla choinek duńskich – flaga, serduszko, bębenek i żołnierz. Takie drobnostki bo nie ma co przesadzać! Polskie święta to najlepsze święta! Dlaczego? Bo właśnie takie królują w moich wspomnieniach i takie tradycje chce zachować i przekazać, nawet mieszkając poza granicami Polski.

 

Które tradycje świąteczne lubicie najbardziej? Które kojarzą sie Wam z dzieciństwem? Które chcielibyście przekazać nasteonemu pokoleniu, gdybyście emigrowali do innego kraju?

 

 

Czekam na Wasze opinie! Miłego wieczoru.

Okularnica

 

Continue Reading

Movember

Październik był różowy, a listopad będzie wąsaty. Jako, ze kobiety chcą pomagać, a zapuszczenie wąsów jest dla nas niemal niemożliwe, jeden z moich wspołpracowników postanowił przy okazji rozpowszechnić aktywność fizyczna wsród osób chcących pomagać.

Wczoraj ruszyła akcja Mobember, w której moze wziąć udział każdy! Panowie zapuszczają wąsy i biorą udział w Movember Challenge, panie natomiast nie narzekają na wąsatych partnerów i wykazują sie aktywnością fizyczna.
Jak to działa? Otóż nie jest to tak skomplikowane jakby sie mogło wydawać! Należało wyrazić zgodę na udział, kazdy moze wymyślić dla Ciebie zadanie związane z aktywnością fizyczna (pompki, bieganie, jazda na rowerze – pełna dowolność, jednak w granicach zdrowego rozsądku). Kiedy wypełnisz powierzone zadanie osoba, która oddelegowała Cię do jego wykonania przelewa dowolna przez siebie wybrana kwotę na konto fundacji (minimum 25zl).
Połączenie przyjemnego z pożytecznym. Moze w przyszłym roku Ty zaproponujesz coś podobnego w Twoim miejscu pracy?! Możecie być zaskoczeni tym, jak wiele osób z przyjemnością weźmie udział w takim wydarzeniu.
Miłego popołudnia! Ja lecę wykonać pierwsze zadanie, a na koniec miesiąca pokaże Wam najlepsze zdjęcia i filmiki, które zebrała moja Movemberowa drużyna.
Continue Reading