Metamorfoza z Chodakowska i Lewandowska podejście milion pierwsze..

Z aktywnością fizyczna jestem związana od zawsze! Jako dzieciak uczyłam sie pływać, a pózniej zakochałam sie w siatkówce – zbyt dużego wyboru nie miałam skoro moi rodzice także uprawiali ta dyscyplinę sportu. Treningi kilka razy w tygodniu, mecze w weekendy, jak jakiś wolny weekend to rolki albo łyżwy (w zależności od pory roku). Ukończyłam Akademie Wychowania Fizycznego i aktualnie pracuje jako nauczyciel – pani od fikołków. Jak sami widzicie sport i wszelkiego rodzaju aktywność fizyczna nie są mi straszne! Myśle, ze śmiało mogę powiedzieć ze pod tym katem prowadzę zdrowy tryb życia – nawet w bieganiu sie zakochałam!

 

Pewnie sie zastanawiacie, skąd pomysł na metamorfozę z Chodakowska i Lewandowska, skoro uprawiam aktywność fizyczna, wiec wszystko powinno być idealnie. Otóż! Wszystko byłoby ładnie, pięknie i idealnie gdybym jadła 5 zdrowych posiłków dziennie, unikała słodyczy itp. Już kilkakrotnie sie do tego zabierałam, drukowałam przykładowe jadlospisy od obu wcześniej wymienionych pan, wyznaczałem sobie cel, ale zawsze znajdowałam jakaś wymówkę! A to za dużo koktajli, przecież nie mam odpowiedniego sprzętu do ich wykonania, a to jakieś dziwne składniki potraw, których na pewno nie znajdę w Danii, a to jestem za bardzo zmęczona, żeby przygotować sobie posiłki na następny dzień, bla bla bla.
Niestety nie posiadam tez silnej woli jeśli chodzi o unikanie słodyczy – taka moja pieta Achillesa.. Sytuacji nie ułatwia fakt, ze M. jest czekoladowo-ciasteczkowym potworem, ktory nie wyobraża sobie śniadania bez kanapki z nutella..
Przyszedł jednak ten dzień, kiedy stwierdziłam, ze czas spełnić kolejne marzenie! Piękny brzuszek w wakacje a co! Zawsze chciałam, marzyłam,ale nigdy nie starczyło mi silnej woli, żeby obok ćwiczeń (które uwielbiam) trzymać także zdrowa dietę.

 

Akcja Nowa Okularnica rozpoczęła sie w poniedziałek i muszę powiedzieć nie jest zle! Uwierzcie bądź nie, ale udało mi sie przestrzegać planu posiłków zamieszczonego przez Ewę Chodakowska na Facebooku bez oszukiwania! Mówią, ze początki są trudne, ale jeśli mam być szczera, dla mnie najtrudniejszym momentem jest kiedy widzę pierwsze efekty i pozwalam sobie na małe oszukiwanie – przecież nikt nie zauważy, a ja przed chwila zrobiłam trening siłowy to mi sie należy. Teraz jednak postanowiłam ogłosić wszem i wobec jaki jest moj cel i prosić Was o pomoc! Bo przecież jak na forum publicznym powiem, ze do wakacji chciałabym w zdrowy sposób zmienić rozmiar ciuchów z 40 na 38 i zapracować na moj wymarzony kaloryfer to z tego zadania wycofać sie nie mogę! Także moi drodzy co 10 dni spodziewajcie sie raportu z mojej drogi do wymarzonej sylwetki, jakbym miała watpliwości,albo chwile zwątpienia możecie na mnie nakrzyczeć,bądź kopnąć mnie w moje 4 litery, żebym sie ogarnęła i kolejny cel osiągnęła. To co mogę na Was liczyć?
Idę wydrukować jadłospis na kolejny tydzień i powiesić go na lodowce!
Happy Friday!
P.S. Znalazłam kolejna motywacje! A raczej M. ja znalazł.. Szalony zapisał nas na jeden z biegów z przeszkodami, gdzie trzeba sie przeczołgać po błocie, podciągać na drążkach, przeskakiwać przez rowy z woda.. Chciałam chłopaka żołnierza to mam z całym pakietem jego szalonych pomysłów. Jak sami widzicie mniej kilogramów tłuszczu i więcej mięśni moze mi tylko pomoc.
Continue Reading

Moja motywacja do treningu o 6 rano

Jestem dokładnie takim samym człowiekiem jak Wy! Kiedy dzwoni budzik rano (szczególnie przed 5 rano!) mój leniwiec poczciwy cicho mi podpowiada, ze mogę sobie spokojnie pospać jeszcze godzinkę, ze na dworze jest ciemno, zimno, a łóżko takie ciepłe, ze do lata jeszcze mnóstwo czasu, trening nie ucieknie, mogę przecież pobiegać wieczorem – jednak po całym dniu w pracy zwyczajnie nie chce mi sie iść ma siłownie i zazwyczaj ładuje na kanapie w objęciach mojego mężczyzny (ktory swój trening już zrobił – kiedy ja uczyłam dzieci).

 

Mimo szeptów tego złośliwca dwa razy w tygodniu udaje mi sie wygrzebać z cieplej pościeli, założyć sportowe ciuchy i pójść na siłownie – trening wtedy wyglada tak samo 20-25min biegu + ABS. Wszystko zajmuje mi ok. 40 minut, pózniej prysznic i śniadanko w drodze do pracy. Zastanawiacie sie pewnie jaka mam superpower, która pomaga mi na wygrana z leniwcem o 5 rano. Odpowiedz jest banalna! Po takim treningu mam mnóstwo energii i uśmiech na twarzy przez cały dzień! Nie jest mi straszne kilka godzin w roli nauczyciela, a wizja miłego wieczoru z M. bez wyrzutów sumienia (bo byłam zbyt zmęczona, żeby trenować po pracy) jest dodatkowa motywacja do wczesnej pobudki.

 

Jeśli taka motywacja Wam nie wystarczy mam jeszcze jeden dobry argument za treningiem cardio przed śniadaniem – przyspiesza on przemianę materii i jest idealny w drodze do wymarzonej sylwetki! To co przekonałam Was?
Continue Reading

My story… How did I get to where I am now

Dokładnie dwa miesiace temu wzięłam udział w warsztatach z pozytywnej psychologii, które zostały zorganizowane przez szkole w której aktualnie pracuje. Zawierały one wiele interesujących informacji na temat Mindset, psychologii, Character Strenght (wybaczcie moje mieszanie polskiego z angielskim, ale czasami kiedy coś chce przetłumaczyć angielskie słowo traci swoje prawidłowe znaczenie).

Jednym z ćwiczeń, które musieliśmy wykonać było podzielenie sie dowolnym wydarzeniem z naszego życia, w którym wykazaliśmy sie naszymi Character Strenght. Nie myślcie, ze chodziło o wystąpienie publiczne, mieliśmy partnera, który wysłuchiwał naszej spowiedzi.

 

Jeśli mam być szczera, było to jedno z trudniejszych zadań na tych warsztatach – nie mowię o podzieleniu sie moja historia, lecz o wyborze co ma powiedzieć. Przecież nic nadzwyczajnego sie nie wydarzyło w moim życiu. Kiedy jednak usłyszałam co ma do powiedzenia my partner in crime, zapaliła sie lampka w mojej głowie! Już wiedziałam co powiedzieć, a kiedy skończyłam swoją opowieść zaskoczenie na twarzy mojego partnera było trochę przerażajace.. A komentarz zainspirował mnie do napisania tego posta : , Wow! Nie miałam pojęcia! Pracuje z Tobą już tyle lat, ale nie zdawałam sobie sprawy jak wyglądały Twoje początki w Danii… Powiedziałaś o tym prowadzącej?! Myśle, ze jest to historia, która moze zainspirować wielu! Musisz sie tym podzielić.’
Nie wiem, czy Wy tez pomyślicie o tym w ten sposób, jednak podążając za rada koleżanki po fachu i prowadzącej warsztaty z pozytywnej psychologii postanowiłam sie moja historia podzielić..

Wszystko zaczęło sie ponad 5 lat temu, kiedy przyjechałam na stypendium do Danii. Miało trwać 4 miesiące, a ja już miałam plan co będę robić dalej. Plany moje sie zmieniły i postanowiłam zostać na kolejne 2 miesiące – przecież moje plany mogą poczekać (mogą sie jednak nie doczekać, gdyż jak sami widzicie moje życie potoczyło sie zupełnie inaczej niż myślałam). Pamietam jak dziś, ze moja mama powiedziała wtedy:’ Tylko nie dzwon do mnie w styczniu, ze zostajesz na kolejne 4 miesiace’. Nie zadzwoniłam… Wysłałam maila! Wiem wiem – wyrodna córka.

 

Jednak zostanie na kolejny semestr wcale nie było takie łatwe. Po pierwsze dziekan nie wyraził zgody, po drugie mój promotor tez kręcił nosem, po trzecie koordynator całego programu twierdził, ze mi sie nie uda… Ale ja byłam uparta! Dostałam Indywidyalna Organizacje Studiów ze względu na reprezentowanie klubu sportowego i dwa tygodnie spędzałam w Polsce, dwa tygodnie spędzałam w Danii. Jeśli mam być szczera sama nie wiem jak udało mi sie zdać wszystkie egzaminy, napisać i obronić prace magisterska, być w dwóch miejscach na raz, ale wiem jedno – gdybym uwierzyła w to co mówili inni, nigdy bym nie wróciła do Danii i moje życie potoczyłoby sie zupełnie inaczej.
Po krótkich wakacjach przyjechałam z cała rodzinka do malego miasteczka w Danii, w którym kilka tygodni wcześniej podpisałam kontrakt trenerski na kolejny sezon. Przez pierwszych kilka miesięcy mieszkałam z jedna z zawodniczek, pracowałam w szkole i byłam grającym trenerem. Wszystko sie pięknie układało, jednak przyszła szarobura duńska zima, musiałam sie przeprowadzić i mieszkać samodzielnie, zerwalam więzadła krzyżowe, potrzebowałam dwóch operacji, przytyłam z 15kg i miałam depresje. Muszę przyznać, ze nawet teraz nie jest łatwo mi sie do tego przyznać.. Ja tego nie zauważyłam, idealnie udawałam przed znajomymi w Danii, jednak niczego nie da sie ukryć przed mama! Ona otworzyła mi oczy i w delikatny sposób dała do zrozumienia, ze muszę sie wziąć za siebie.

 

Przeszłam rehabilitacje, wróciłam na boisko, znalazłam nowa prace, schudłam, zaczęłam sie skupiać na realizacji marzeń! Łatwo nie było, kiedy moja rodzina i przyjaciele byli w Polsce, a mnie nie bylo łatwo sie otworzyć na nowe prawdziwe przyjaźnie.
Kiedy już myślałam, ze wszystko sie układa. W pracy było super, zaczęłam mieć znajomych/przyjaciół takich od serca, postanowiłam zmienić mieszkanie z 30m kawalerki, gdzie prysznic musiałam brać na toalecie – na coś większego. Nowe mieszkanie z niewielka pomocą znalazłam dość szybko, jednak wyplatanie sie z poprzedniego kontraktu wcale nie było takie łatwe jak mogłoby sie wydawać. Okazało sie, ze firma zajmująca sie wynajmem tych mieszkań specjalizuje sie w wyciąganiu jak największej ilości pieniędzy od osób wyprowadzających sie z ich M4. Niestety znają prawo na tyle dobrze, ze wszystko jest robione w ‚legalny’ sposób. W taki sposób groziła mi sprawa w sadzie i musiałam zapłacić równowartość 15tys polskich złotych za odnowienie (pomalowanie) 30m mieszkania. Uwierzcie próbowałam wszystkiego, jednak nawet adwokat nie był w stanie mi pomoc. Był to kolejny z etapów mojej przygody z Dania kiedy chciałam wszystko rzucić w cholerę i wrócić do Polski – przecież zawsze mogę być nauczycielem w polskiej szkole.

 

Po raz kolejny moja mama zasugerowała mi rozwiazanie i praktycznie zmusiła mnie (przypominając mi codziennie) do szukania pracy w szkole w Danii. Wysłałam chyba z 20 CV do rożnego rodzaju szkół w całym kraju. Kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego – w Danii jest to początek sierpnia, dostałam odpowiedz z mojego aktualnego miejsca pracy. Możecie sobie tylko wyobrazic moja radość, kiedy okazało sie, ze znalazłam prace w swoim zawodzie! Łatwo nie było, gdyż szkoła była oddalona o 1.5 godziny pociągiem z mojego miejsca zamieszkania, jednak wizja pobudki o 5:00 każdego dnia nie zniechęciła mnie do walki o swoje marzenia.

Kiedy przekroczyłam progi szkoły, wiedziałam ze jestem w miejscu o którym podświadomie myślałam. Teraz mogę śmiało powiedzieć: łatwo nie było, jednak aktualnie mam prace swoich marzeń i mieszkam w jednej z piękniejszych stolic Europy.

 

Z mojego doświadczenia mogę Was zapewnić, ze warto walczyć o swoje marzenia! Kiedy wydaje Ci sie, ze wszystko sprzysięgło sie przeciwko Tobie i jesteście gotowi sie poddać, to właśnie wtedy musicie spróbować jeszcze bardziej.
Nie było łatwo napisać tak osobista i szczera notkę, jednak mam nadzieje, ze kogoś ona zainspiruje do walki i wiary w to, ze możecie osiągnąć co tylko chcecie!
Miłego wieczoru!
Okularnica
Continue Reading

Ocena książki po okładce…

Czy oceniacie książkę po okładce? Dosłownie i w przenośni?

Jeśli chodzi o dosłowność tego stwierdzenia to przyznam sie szczerze, ze pierwsza rzeczą, która mnie intryguje przed przeczytaniem książki jest właśnie okładka i tytuł, a pózniej krotki opis.

A jak jest w przenośni? Czy oceniamy ludzi po tym jak wyglądają i zanim sie jeszcze do nas odezwa już  ich akceptujemy, albo skreślamy?

 

Do przemysleń na ten temat skłoniła mnie rozmowa z A., opisała ona kilka sytuacji z którymi sie spotkała podczas swojego pobytu w Danii. Zanim jednak wprowadzę Was w szczegóły, musicie poznać kilka faktów na jej temat.
A. urodziła sie w DK, ale całe swoje życie spędziła w USA, tutejszym (duńskim) językiem sie nie posługuje, ale jej angielski jak możecie sie domyślać, jest po prostu amerykański. Jednak trochę egzotyczna uroda – ciemne włosy, karnacja i oprawa oczu – stanowią problem dla rdzennych Duńczyków.
Nie wiem czym jest to spowodowane, pewnie stereotypy maja ogromne znaczenie, a moze duża ilośc imigrantów?
Byłam trochę zdziwiona, kiedy A. powiedziała mi jak jest traktowana na tzw. pierwszy rzut oka, ponieważ nigdy sie tutaj z podobnymi sytuacjami nie spotkałam (moze kolor włosów – bardziej skandynawski – ma tutaj znaczenie). I faktycznie, kiedy weszłyśmy do jednej z kawiarni kelnerka dość dziwnie patrzyła sie na moja koleżankę i z lekka nieufnością zapytała co podać.. Zmieniła swoje podejście w tej samej sekundzie, kiedy A. odpowiedziała jej płynnym angielskim, który sam z siebie tłumaczy z jakiego kraju przyjechała. Kelnerka z nieufnej i patrzącej na każdy ruch, stała sie uśmiechnięta i bardzo pomocna.

Po tym epizodzie zaczęłam sie zastanawiać nad znaczeniem pierwszego wrażenia i wyglądu w relacjach międzyludzkich. I niestety muszę przyznać, ze jest to dość ważne – nie tylko faceci są wzrokowcami. Nie mowię tutaj o dyskryminacji, za to jak ktoś wyglada – chociaż czasami zastanawiam sie nad założeniem fundacji ‚Podaruj ludziom lustro’ – ale każdy z nas w jakimś stopniu zwraca na to uwagę.

 

Jakie jest Wasze zdanie? Spotkaliście sie kiedyś z podobnymi sytuacjami? Oceniacie książkę po okładce?
Bo ja szczerze mówiąc sama już nie wiem.
Continue Reading

Pieczona owsianka z jabłkiem i bakaliami

Dzisiejszy poranek powitał mnie wiatrem, mrozem i ciemnością.. Taka typowa zima w Skandynawii! Jedyne o czym człowiek wtedy marzy to zostać w ciepłym łożku, jednak jeśli chce sie spełniać marzenia, trzeba tego,leniwca pokonać i zacząć kolejny tydzień z przytupem!

 

Dla mnie najlepszym sposobem na dobry humor rano jest pyszne śniadanko i kawusia. Yummy! Skoro zima za oknem to na śniadanie upiekłam dziś owsiankę, która smakuje jak ciasto. Możecie sobie pomysleć, ze jestem szalona i powinnam ten czas wykorzystać na dłuższy sen – jednak jeśli spróbujecie to sami sie przekonacie, ze nie zajmuje to wcale tak dużo czasu jakby sie mogło wydawać. Kiedy nasze cudo jest w piekarniku macie 30min na prysznic, makijaż, poranna prasę, bądź kolejne minuty leniwego poranka spędzonego pod cieplutka kołderka – wybór należy do Was.
Składniki na 2 porcje:
  • 1 szklanka mleka migdałowego
  • 2 łyżki jogurtu greckiego (ja dodaje skandynawski Skyr)
  • 2 jajka
  • 1-1.5 szklanki płatków owsianych
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • garść bakalii (migdały, rodzynki, orzechy włoskie, suszone morele – co kto lubi)
  • średniej wielkości jabłko pokrojone w kostkę (nie musicie obierać ze skorki)
  • 1 płaska łyżka brązowego cukru – opcjonalnie (dla mnie pieczona owsianka jest już wystarczajaco słodka bez dodatku cukru) 
Wykonanie (ok.5min) 
1. Mleko migdałowe, Skyr, jajka i cynamon dokładnie mieszamy. Dodajemy płatki owsiane, bakalie i jabłko. Przekładamy do odpowiednich nauczyć żaroodpornych wcześniej wysmarowanych masłem (bądź olejem kokosowym). 
 
Pieczemy w 180C 30-35min. 



 

Zdrowe ciasto śniadaniowe jest gotowe! Podbija serca i żołądki wszystkich domównikow. Jest idealne na zimowe poranki.
Miłego dnia!
Continue Reading

Kiedy Polka ma chłopaka Duńczyka, czyli o różnicach kulturowych w związku – Sylwester

Jak wyglada witanie Nowego Roku w Polsce wszyscy wiecie. Zależy to od towarzystwa, możliwości czasowych i finansowych, miejscówki, chęci itp. Jak sami wiecie nie mamy w naszym kraju jakiś specjalnych tradycji przestrzeganych przez większość. Chyba jedyna, która przychodzi mi na myśl jest lampka szampana o północy i oglądanie fajerwerków.

W moim aktualnym kraju zamieszkania słowo tradycja nabiera nowego wymiaru! Nawet witanie Nowego Roku ma swoje niezmienne rytuały królujące w każdym duńskim domu i przestrzegane przez wszystkich Duńczyków bez względu ma wiek.

 

Bardzo ważnym punktem wieczoru jest przemówienie królowej, które od dobrych kilkudziesięciu lat jest transmitowane na żywo w publicznej telewizji o 18:00. Trwa ono 15-20min, jednak przez ten czas 95% społeczeństwa przerywa swoje zajęcia i siedzi przed telewizorem. Nie ważne co by sie działo, kazdy planuje swój wieczór, aby w tym określonym momencie moc wysłuchać słów głowy państwa.
Jeśli chodzi o kolacje pozostaje ona sprawa umowna, jednak w większości domów jest serwowana najlepszej jakości wołowina z tłuczonymi ziemniakami i sosem. Możecie sobie pomysleć, ze nic specjalnego, jednak tradycyjni Duńczycy są bardzo przywiązani do tego dania. Potwierdzeniem tej teorii są ceny produktów spożywczych zazwyczaj używanych do gotowania takowego posiłku – te same produkty kupowane na kilka dni przed 31 grudnia są dwukrotnie wyższe niż w normalny dzień.

Kolejnym punktem programu jest krótkometrażowy film oglądany na kilkanaście minut przed zmiana daty – Dinner for One . Nie mam zielonego pojęcia skąd sie wzięła ta tradycja, jednak filmik serwuje kilka minut śmiechu i wkroczenie w Nowy Rok z dobrym humorem.

 

Powyższy punkt moze ulec maleńkiej zmiany jeśli mieszasz w większym mieście. Dlaczego? Otóż w miastach takich jak Kopenhaga jest kilka miejsc gdzie około północy pojawiają sie ludzie uzbrojeni w butelki szampana, żeby powitać Nowy Rok wsród znajomych i nieznajomych, podziwiać przepiękne fajerwerki i ruszyć w miasto! Tak w miasto, bo tutaj moi drodzy dyskoteki i bary są otwarte. Kazdy moze dołączyć na sylwestrowa imprezę jak w kazdy normalny dzień.
Ostatnim – chyba najważniejszym dla mojego chłopaka – punktem w podróży po sylwestrowych tradycjach w Danii jest deser! Taki mój własny ciasteczkowy potwór. Kazdy w Danii zna smak tego marcepanowego ciasteczka i delektuje sie nim w ten niezwykły wieczór.
Ma nadzieje, ze witaliscie Nowy Rok w towarzystwie waszych najbliższych, bo nie ważne jest gdzie byliście ważne z kim!
Szczęśliwego Nowego 2016 Roku życzy Wam Okularnica!
Continue Reading

Postanowienia Noworoczne, a moze coś innego?

Wraz z Nowym Rokiem większość z nas coś sobie postanawia, coś zapisuje, coś planuje, wyznacza cele
do realizacji w kolejnym roku.. Zazwyczaj chodzi tutaj o nasz wygląd, pracę, dietę… Jednak jakby się dobrze przyjrzeć tym naszym postanowieniom noworocznym i ich realizacji musimy przyznać, że nie odnosimy na tym polu sukcesów… A gdyby tak to zmienić?!

Ja znalazłam sposób na zmianę „Listy postanowień noworocznych” (której nigdy nie udało mi
się w 100% zrealizować) na „My wish list” czyli co chciałabym zrobić, co chciałabym mieć – nie tylko w nadchodzącym roku.
Taką wish list stworzyłam już jakiś czas temu – kiedy to na mojej lodówce wylądowały wypunktowane moje cele do realizacji. Muszę przyznać, że zabawa niesamowita przy tworzeniu, a jeszcze większa przy jej realizacji! Punkt po punkcie udaje mi się odhaczać to co kiedyś sobie wymyśliłam. Ba! Postanowiłam pójść o krok dalej i założyć sobie album pamiątkowy z dokumentacją zdjęciową moich
osiągnięć.
Jeśli więc macie chwilę, weźcie kartkę, długopis i zajrzyjcie w głąb swojego serducha. Co tam widzicie?! Wycieczkę dookoła świata?! Pływanie z delfinami?! Tatuaż?! Randka z księciem z bajki?!Napiszcie! Jakiekolwiek pomysły macie w głowie przelejcie je na papier! Mogą być szalone, niepewne do realizacji, odważne, bądź związane z codziennością! Nie wyznaczajcie sobie daty realizacji, nie zamykajcie owej listy, dopisujcie kolejny punkt jak tylko przyjdzie Wam coś do głowy, a zobaczycie, że pewnego dnia jak znajdziecie ową wish list stwierdzicie z uśmiechem na twarzy, że wszystko udało Wam się zrealizować.

Wystarczy uwierzyć i żyć swoimi marzeniami! Nie wierzycie?! Ja też kiedyś miałam wątpliwości, jednak teraz kiedy patrzę na wiszącą na lodówce kartkę widzę, że dążymy do realizacji naszych marzeń, mimo że czasami nie zdajemy sobie z tego sprawy.

 

Jeśli jesteście ciekawi jak powstała moja pierwsza Lista Marzeń i Życzeń, zamieszczam artykuł, ktory został napisany bardzo dawno temu – mimo mijającego czasu nadal jest on dla mnie inspiracja i motywacja do realizacji planów, marzeń i bycia szczęśliwa.
Parę dni temu podczas sprzątania mojego małego M4 (pewnie jakby pogoda była bardziej przyjazna to znalazłabym ciekawszą wymówkę żeby się tylko nie uczyć) odkopałam jakieś stare kolorowe gazety. Długo nie myśląc zaczęłam je przeglądać i segregować na te które warto zachować oraz na te które nadają się do wyrzucenia. Sprawa idealna, przecież muszę zrobić miejsce na nową dostawę plotek i ploteczek z pierwszych stron polskich czasopism, która nadejdzie niedługo – dziękuję mamo!
 
Skutecznie wymigując się od nauki słówek natknęłam się na artykuł pt. „75 rzeczy, które musisz zrobić przed śmiercią”. Pod tym zachęcającym nagłówkiem znajdowała się lista marzeń małych i dużych, tych codziennych jak i całkiem szalonych. Pomysł skoku na bungee jakoś specjalnie do mnie nie przemawiał, ale chwyciłam najbliższą kartkę i długopis (leżały niedaleko gotowe na mój maraton z uzupełnianiem testów gramatycznych w roli głównej). Zaczęłam tworzyć swoją własną listę rzeczy, które chciałabym zrobić oraz miejsc, które chciałabym zobaczyć. Zajęcie trochę czasochłonne ale przynoszące wielką frajdę.
Zanim się obejrzałam minęła ponad godzina, ale dumna ze swojej inwencji twórczej powiesiłam moje dzieło na lodówce i postanowiłam, że od dziś zacznę pracować nad spełnianiem marzeń. Zadziwiające jest, że robienie takiej listy uświadomiło mi, że podążanie za marzeniami to jest właśnie klucz do urozmaicenia rutyny dnia codziennego oraz że marzenia się spełniają! Wystarczy odrobina wiary we własne możliwości.
 
Jeśli macie teraz chwilę czasu proponuję żebyście wzięli kawałek kartki i coś do pisania oraz zapisali co chcielibyście zrobić, gdzie pojechać, co zobaczyć, czego się nauczyć itd. Stwórzcie swoją własną listę marzeń i życzeń. Nie musi być długa, ale wykażcie się wyobraźnią – tylko błagam nie róbcie z tego kolejnych haseł typu „Moje postanowienia noworoczne” bo wtedy się to może nie udać.
 
Celowo nie podałam tytułu gazety, w której był artykuł (choć pewnie Ci bardziej dociekliwi i tak będą go szukać w internecie i nie tylko). Nie chcę żebyście szukali inspiracji w szablonach, w tym co jest popularne. Lista może być krótka, w każdej chwili możecie coś wykreślić, odhaczyć, dopisać; możecie ją schować do szuflady albo powiesić w widocznym miejscu. Ma ona być pierwszym krokiem do realizacji marzeń – WASZYCH MARZEŃ.
Jak Paulo Coelho napisał: ” To możliwość spełniania marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące”.
 
Wracam do nauki a Wam życzę powodzenia i dobrej zabawy! NIE BÓJCIE SIĘ MARZYĆ!
 
P.S. Kolejnym punktem do realizacji w najbliższej przyszłości jest powieszenie ogromnej mapy świata na ścianie i zaznaczaniu miejsc w których
byłam oraz tych które chciałabym odwiedzić. Nie szukajcie więcej wymówek tylko
zabierajcie się do realizacji swoich celów! 🙂
Miłego wieczoru!
Continue Reading